Magazyn Muzyczny Heart & Soul

Golden Apes - The Sun Came Up Tremendously - recenzja płyty

<< Wróć do Recenzje

06 września 2026

Dzięki uprzejmości grupy Golden Apes, miałem przywilej zapoznać się przedpremierowo (za co gorąco dziękuję Christianowi Lebrechtowi) z najnowszą płytą zespołu. Wgryzłem się wielokrotnie we wszystkie premierowe kompozycje, by najmocniej jak to możliwe poczuć ich smak i zapach. Wniosek jest jeden – to, co serwuje nam berlińska formacja na płycie „The Sun Came Up Tremendously” pochłania i wciąga od pierwszych taktów, uderza gęstym, wielowarstwowym, wyjątkowo przyjemnym i kuszącym chłodem, i z potężną siłą trzyma w napięciu aż do ostatniego dźwięku. Wszystkie kompozycje, to materiał o imponującym produkcyjnym rozmachu, oparty na surowej precyzji i przestrzennych teksturach. To czysty, perfekcyjnie wykreowany muzyczny świat, który urzeka mnie przy każdym kolejnym odsłuchu. Śmiem twierdzić, że uczyni to również z całą rzeszą słuchaczy od 18 września 2026, bo na ten właśnie dzień zaplanowano premierę płyty.

 

Aby w pełni zrozumieć wagę tego materiału, należy osadzić go w odpowiednim kontekście chronologicznym i koncepcyjnym. Dziesięć kompozycji, które wypełniają ten krążek, kształtowało się w wyobraźni muzyków na przestrzeni lat 2024–2025. Materiał jest bezpośrednią, naturalną kontynuacją docenionego przez krytyków i słuchaczy wydawnictwa „Our Ashes at the End of the Day” z 2024 roku i stanowi zarazem drugi akt pieczołowicie zaplanowanego tryptyku. To przemyślana, wielowątkowa eksploracja niezwykle kruchej i trudnej do uchwycenia przestrzeni, która rozciąga się pomiędzy ostateczną ciemnością, a rodzącą się nadzieją. Końcowy, brzmieniowy szlif nadano tym utworom podczas intensywnych sesji w renomowanych, berlińskich studiach Thommy Hein Studios na przełomie 2025 i 2026 roku, co wyraźnie słychać w staranności produkcji i bogactwie brzmieniowych detali.

 

Pod względem kompozycyjnym i aranżacyjnym najnowszy album stanowi kolejny krok naprzód. Zespół nie odcina się od swoich korzeni, zachowując ten specyficzny, melancholijny rdzeń, za który pokochali ich fani, ale jednocześnie świadomie sięga po nowe tekstury i bardziej zróżnicowaną dynamikę. Rozległe, iście kinowe pejzaże klawiszowe malują tło przypominające najgęstsze dokonania klasyków dark wave’u, a z tych mglistych przestrzeni w nieoczekiwanych momentach wyłaniają się potężne gitary, dodając całości monumentalnego uderzenia.

 

Tym, co szczególnie przykuwa uwagę w „The Sun Came Up Tremendously”, jest niezwykłe, fizyczne wręcz poczucie ruchu. To nie jest płyta zatrzymana w miejscu, pogrążona w statycznej, depresyjnej apatii. Przez wszystkie utwory przewija się motoryczny, ale zarazem pełen człowieczeństwa, rytm, który nieubłaganie napędza każdą z kompozycji, nadając im chłodną, niemal mechaniczną precyzję. Ta siła, sprzężona ze sprężystymi partiami basu, trzyma całą strukturę w żelaznym uścisku, gwarantując wyrazisty puls i potężną intensywność. W efekcie zespół płynnie, z dużą swobodą, meandruje między momentami mrocznego, całkowitego wycofania, a wybuchami prawdziwie euforycznego wyzwolenia. To muzyka przypominająca i skomplikowanej ludzkiej naturze i psychice, którą często meandruje pomiędzy cieniem, a światłem, depresją, a wybuchami euforii. Kompozycje niosą w sobie wielki ciężar emocjonalny, a jednak pozostają chwilami zaskakująco taneczne, zmuszając ciało do poddania się tej motoryce.

 

ciąg dalszy pod fotografią

W samym centrum tego gęstego, surowego brzmienia stoi Peer Lebrecht, którego głęboki baryton wykracza daleko poza rolę zwykłego nośnika tekstu. Jego wokal to osobny, potężny instrument – niebywale intymny, momentami duszny od mroku, a za chwilę potrafiący z chirurgiczną precyzją przeciąć narastające w kompozycjach cienie. Warstwa liryczna, w którą nas wprowadza, unika banału, zapuszczając się w najbardziej skrywanych miejsc, w których toczą się trudne do rozstrzygnięcia konflikty szalejące w ludzkim ciele i umyśle. To poetycka opowieść o dotkliwej izolacji, niespełnionych pragnieniach i sprzecznościach określających naszą egzystencję, gdzie stany krańcowej melancholii naturalnie ustępują miejsca transcendencji.

 

Fundamentem filozoficznym całego krążka jest tytułowe, olbrzymie słońce i niesione przez nie metaforyczne promieniowanie. Światło odgrywa tu rolę absolutnie kluczową, jednak dalekie jest od prostej, pocztówkowej sielanki. Twórcy zdają się nawiązywać do uniwersalnych mądrości znanych z arcydzieł światowej literatury, w tym do myśli Dantego Alighieriego, gdzie promienie słoneczne leczą zraniony, zmącony wzrok, a sam proces wewnętrznego wątpienia i zadawania pytań staje się równie satysfakcjonujący i piękny, co posiadanie absolutnej wiedzy. Muzycy eksplorują miejsca, gdzie mrok i blask współistnieją w nieustannym, pełnym tarć napięciu. Ich muzyka zachęca, by bez reszty zanurzyć się w jej gęstej atmosferze, ale jednocześnie zmusza słuchacza do konfrontacji z emocjami, które na co dzień z lekiem spychamy w najgłębsze pokłady podświadomości.

 

Berlińska formacja stworzyła album niezwykle spójny i konsekwentny w swojej wizji. To muzyka, w której mrok nie jest celem samym w sobie, lecz punktem wyjścia do czegoś więcej. W jej rytmie jest miejsce zarówno na skupienie i niepokój, jak i na narastające poczucie uwolnienia. To właśnie ten ruch — od ciężaru ku lekkości, od zamknięcia ku otwarciu, od cienia ku światłu — nadaje całemu albumowi jego wewnętrzną dynamikę. Finał nie przynosi prostego rozwiązania ani łatwego ukojenia. Światło, które pojawia się na końcu tej drogi, nie usuwa przecież mroku, lecz pozwala zobaczyć go z innej perspektywy. I właśnie dlatego „The Sun Came Up Tremendously” pozostaje albumem, do którego będę wielokrotnie wracać. Od zawsze cenię sobie wydawnictwa, które nie oferują gotowych odpowiedzi, ale pozostawiają słuchacza z pytaniami, emocjami i poczuciem, że ta muzyczna i duchowa podróż wciąż trwa. Taka jest właśnie najnowsza płyta Goden Apes – pełna poszukiwań bezkompromisowej prawdy, szczerości i porażającej emocjonalnej głębi.

 

Wielkie odliczanie do tego muzycznego wydarzenia rozpoczęło się 4 września 2026 roku, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy, promujący wydawnictwo singiel o tytule „Resistance”, uzupełniony o teledysk. 18 września 2026 roku, dzięki oficynie Icy Cold Records, album „The Sun Came Up Tremendously” trafi na sklepowe półki i do serwisów streamingowych na całym świecie.

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy  KLIKNIJ TU i wesprzyj naszą stronę.

 

Click HERE to support our website.