„Computerwelt” – album, który 10 maja 1981 roku opuściło hermetyczne mury studia Kling Klang to dzieło chłodne, sterylne, a jednocześnie podszyte głębokim, niemal fizycznym niepokojem. Dziś jawi się jako proroctwo wygłoszone z wnętrza niemieckiego laboratorium. Z perspektywy czterdziestu pięciu lat, jakie minęły od premiery, jego siła rażenia nie słabnie. Przeciwnie, z każdym dniem, gdy nasze życie ulega coraz głębszej algorytmizacji, dzieło kwartetu z Düsseldorfu nabiera coraz bardziej upiornej aktualności. Kraftwerk nie zaoferował słuchaczom jedynie nowej porcji muzyki elektronicznej. Ralf Hütter, Florian Schneider, Karl Bartos i Wolfgang Flür skonstruowali dźwiękowy manifest, z którego do dziś odczytujemy naszą własną, cyfrową teraźniejszość.
Aby w pełni pojąć ciężar gatunkowy tego wydawnictwa, należy zanurzyć się w gęstej atmosferze wczesnych lat osiemdziesiątych. Republika Federalna Niemiec wciąż żyła w cieniu niedawnej traumy – „Niemieckiej Jesieni” z 1977 roku. Zamachy Frakcji Czerwonej Armii (RAF) wstrząsnęły podstawami państwa, prowokując aparat władzy do drastycznych środków. Szef Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA), Horst Herold, zainicjował wówczas system prewencyjnej kontroli operacyjnej, polegający na krzyżowaniu gigantycznych baz danych w celu wyławiania potencjalnych terrorystów. Ten mechanizm inwigilacji, choć stworzony w obronie demokracji, niósł ze sobą ziarno technologicznego autorytaryzmu. Kraftwerk, funkcjonujący w samym sercu zachodnioniemieckiej rzeczywistości, obserwował te procesy z chłodnym dystansem naukowców. Nie oceniali, nie krzyczeli z transparentami w dłoniach, jak czyniły to wówczas zespoły punkowe. Zamiast tego, w tytułowej kompozycji, wyśpiewali rzeczywistość tonem wyzutym z jakichkolwiek emocji:
Interpol und Deutsche Bank
FBI und Scotland Yard
Flensburg und das BKA
Haben unsere Daten da
Te kilka surowych, zrytmizowanych wersów stanowi rdzeń współczesnej socjologii nadzoru. Zestawienie instytucji finansowych z organami ścigania, włączając w to Flensburg – siedzibę zwykłego rejestru wykroczeń drogowych – to bezlitosna diagnoza świata, w którym obywatel staje się zbiorem rekordów na magnetycznej taśmie. Niemieccy muzycy przewidzieli nadejście tego, co filozof Gilles Deleuze nazwie nieco później zjawiskiem społeczeństw kontroli. Zastępują one dawne społeczeństwa dyscyplinarne, oparte na fizycznym zamknięciu – w szkole, fabryce, więzieniu. W wizji zarysowanej na „Computerwelt” klatka jest niematerialna - składa się z ciągłego monitoringu cyfrowych śladów, jakie pozostawiamy w systemie.
Ten stechnicyzowany świat wymagał zupełnie nowej poetyki. Romantyczny, niemiecki paradygmat wyrażania uczuć poprzez zawiłe metafory ustępuje tu miejsca inwentaryzacji. W utworze „Nummern” język ulega skrajnej redukcji. Słuchacz bombardowany jest ciągiem cyfr, odliczanych w wielu językach, tworzących klaustrofobiczną mantrę. Gdy w tytułowym utworze słyszymy:
Nummern, Zahlen, Handel, Leute
Computerwelt
Denn Zeit ist Geld
mamy do czynienia z brutalnym obnażeniem mechanizmów cybernetycznego kapitalizmu. Zmiana relacji międzyludzkich w towar, zjawisko analizowane jeszcze w XIX wieku przez Karola Marksa, wkracza w zupełnie nowy wymiar. Kraftwerk przeczuł, że nadchodzi era, w której towarem staną się same informacje. Przewidzieli epokę kapitalizmu inwigilacji, gdzie każda nasza akcja zostaje skwantyfikowana, przeliczona na wartość giełdową i sprzedana na rynku behawioralnym. Znamienne jest to, że nie używają w tym celu rozbudowanych narracji – operują cięciami, strzępami zdań, przypominającymi komunikaty błędów z ówczesnych maszyn liczących.
A jednak, pod tą maską bezdusznej maszyny bije żywe, przerażone serce. Największym osiągnięciem artystycznym płyty jest moment, w którym technologia spotyka się z dojmującą ludzką samotnością. Utwór „Computer Liebe” to arcydzieło wyobcowania. W czasach, gdy o internecie wiedzieli wyłącznie pracownicy zamkniętych ośrodków akademickich i wojskowych, kwartet nakreślił obraz jednostki spętanej przez blask ekranu. Wyznanie:
Ich bin allein, wieder ganz allein
starr auf den Fernsehschirm, starr auf den Fernsehschirm
brzmi jak współczesny lament. Melodia, którą snuje syntezator, ma w sobie coś z melancholii pieśni Franza Schuberta – to tęsknota za żywym kontaktem, bez maszyny w roli pośrednika. Artysta staje się tutaj obserwatorem własnej alienacji. Obiecywana przez technologię łączność ze światem jest w istocie iluzją, szklaną barierą, przez którą nie można poczuć drugiego człowieka. Ta wstrząsająca pieśń antycypuje zjawiska powszechne dla naszych czasów: samotność w sieci, złudzenie bliskości w aplikacjach randkowych, substytucję prawdziwego życia cyfrowym surogatem. Ekran staje się, zgodnie z teoriami Marshalla McLuhana, przedłużeniem układu nerwowego, ale jednocześnie jest to przedłużenie okaleczone, pozbawione zdolności współodczuwania.
Równie intrygujące wnioski płyną z analizy „Taschenrechner” . W zestawieniu z potężnymi strukturami inwigilacji z utworu tytułowego, ten radosny, wręcz dziecięcy utwór ukazuje drugi biegun informatyzacji – miniaturyzację i prywatne przywłaszczenie narzędzi. Fraza „Ich bin der Musikant mit Taschenrechner in der Hand” jest deklaracją wyzwolenia. Kraftwerk dostrzega, że technologia nie służy tylko do ucisku. W rękach jednostki staje się instrumentem niczym nieskrępowanej kreatywności. Zabawa dźwiękiem kalkulatora to bezpośrednie nawiązanie do postulatu rzeźbiarza Josepha Beuysa, głoszącego w tamtym czasie, że każdy człowiek ma w sobie potencjał artysty. Muzycy przenoszą tę ideę w epokę krzemu, obwieszczając nadejście czasów, w których tworzenie nie będzie zarezerwowane dla potężnych korporacji fonograficznych, lecz stanie się dostępne dla każdego posiadacza domowego komputera.
Koncept człowieka zrośniętego z maszyną odnajduje swoje odbicie także na płaszczyźnie wizualnej i performatywnej, nierozerwalnie związanej z estetyką grupy. Niemieccy muzycy świadomie nawiązywali do konstruktywizmu, sterylności szkoły Bauhaus oraz idei Gesamtkunstwerk – dzieła totalnego. Okładka albumu, żółte tło z terminalem, na którego ekranie zarysowują się zunifikowane, graficzne profile członków zespołu, przywodzi na myśl klasyczne kino ekspresjonistyczne, a w szczególności „Metropolis” Fritza Langa z 1927 roku. U Langa robot-kopia przejmuje tożsamość człowieka, prowadząc tłumy na manowce. Kraftwerk idzie o krok dalej – zaciera granicę pomiędzy twórcą a narzędziem. Koncepcja człowieka-maszyny, zapoczątkowana filozoficznie jeszcze w XVIII wieku przez Juliena Offray de La Mettrie, znajduje tu ostateczne ucieleśnienie. Podczas trasy promującej płytę, w utworze „Roboter”, muzycy znikali ze sceny, ustępując miejsca perfekcyjnie wykonanym manekinom, ubranym w czerwone koszule i czarne krawaty. Był to radykalny gest wymierzony w serce mitu artysty. Podczas gdy kultura rockowa opierała się na kulcie autentyczności, potu i improwizacji, muzycy z Düsseldorfu z premedytacją usuwali czynnik ludzki. Artysta przestaje być demiurgiem, by stać się jedynie operatorem wprowadzającym dane do wielkiego, doskonałego układu scalonego.
„Computerwelt” zamyka klamrą kompozycja „It's More Fun to Compute”, której tytuł ironicznie trawestuje dawne, motywacyjne hasła. Skupienie na procesach obliczeniowych zamiast na rywalizacji to zapowiedź ery, w której logika algorytmów przejmuje władzę nad chaosem ludzkich ambicji. Wszystko staje się symulacją, o jakiej pisał Jean Baudrillard. Znika potrzeba fizycznego ruchu i zmagania z materią. Poprzednie przełomowe płyty zespołu – „Autobahn” (1974) czy „Trans-Europa Express” (1977) – opisywały radość z kinetycznego przemieszczania się w fizycznej przestrzeni zjednoczonej Europy. W roku 1981 następuje pęknięcie. Utwór „Heimcomputer” wyznacza koniec podróży. Francuski myśliciel Paul Virilio w swojej teorii dromologii ostrzegał przed destrukcyjnym wpływem prędkości. Kraftwerk ukazuje stację końcową tej prędkości – bezruch fizyczny przy jednoczesnej eksplozji ruchu wirtualnego wewnątrz procesorów. Ciało zatrzymuje się przed monitorem, by umysł mógł podróżować przez sieć. Podwaliny pod cyberpunk, literacko ukształtowany kilka lat później przez Williama Gibsona w powieści „Neuromancer”, zostały tu wyartykułowana w sposób dźwiękowy i pojęciowy z porażającą dokładnością.
Z dzisiejszej perspektywy, gdy wsłuchujemy się w te syntetyczne, odmierzane rygorystycznym metronomem dźwięki, uderza nas fakt, że słuchamy wczesnego zapisu naszego naturalnego środowiska. To, co w 1981 roku mogło wydawać się ekscentrycznym eksperymentem, spekulacją z pogranicza fantastyki naukowej, dzisiaj jest infrastrukturą podtrzymującą nasze życie. „Computerwelt” jest zapisem momentu, w którym drzwi do epoki cyfrowej powoli się uchylają, a strumień światła z kineskopu pada na twarze badaczy wchodzących do nieznanego pokoju. Nie ma tu krzykliwych ozdobników ani nadmiernej publicystyki. Jest tylko chirurgiczne cięcie, obnażające kable pod skórą cywilizacji. Hütter i Schneider, z powagą godną największych filozofów swoich czasów, zakodowali na taśmie magnetycznej prawdę o naszej kondycji – prawdę o epoce, w której sami zredukowaliśmy się do rzędu danych, tęskniąc jednocześnie za utraconym dotykiem. Ta płyta nie tyle przewidziała przyszłość, co zapisała jej kod źródłowy, który wykonuje się w nieskończonej pętli aż do dzisiaj.
Piotr Karoński
Jeśli podoba Ci się to, co robimy KLIKNIJ TU i wesprzyj naszą stronę.
Click HERE to support our website.