Magazyn Muzyczny Heart & Soul

And Also The Trees - Mother of pearl moon recenzja płyty

<< Wróć do Recenzje

20 marca 2024

Wyd. 23.02.2024

 

W 1979 roku w małej angielskiej wiosce Worcestershire bracia Simon i Justin Jones zakładają zespół. Żyją blisko natury i w zgodnym z nią rytmie. Oddychają innym powietrzem, tym, można by rzec prawdziwym, słuchają głosów ptaków, wiatru, kapiących kropel deszczu i szumu drzew. Z dala od ulicznej gonitwy i zgiełku miasta. To właśnie miejsce, rodzinna miejscowość, wrośnie w nich już na zawsze. Wybiorą naturę i drzewa - And Also The Trees. Swoją muzyczną podróż rozpoczynają w czasach rodzącego się post-punka i to pod wpływem tego właśnie gatunku powstają pierwsze kompozycje AATT. Muzycy idą jednak o krok dalej, nie zamykają się w ramach jednego gatunku. Eksperymentują i poszukują własnej artystycznej tożsamości. Surowe, mroczne kompozycje łączą z dźwiękami czerpanymi jakby wprost z malarskiej palety, tworząc muzyczne pejzaże, którymi zachwycają widza-słuchacza od ponad czterdziestu lat.

 

23 stycznia 2024 ukazał się najnowszy, szesnasty studyjny album And Also The Trees, zatytułowany Mother-of-pearl moon. znalazło się na nim 11 kompozycji, którym początek dały gitarowe improwizacje Justina Jonesa, stworzone w samotności 2020 roku. Pierwotne kompozycje zostały uzupełnione o bogate instrumentarium, co w połączeniu z głosem Simona Jonesa zaowocowało kolejnym, niezwykłym wydawnictwem zespołu.

 

Mother-of-pearl moon, to płyta stylistycznie silnie skomunikowana z dwoma poprzednimi albumami zespołu. To muzyczne przeniesienie do miejsc, w których czas jakby się zatrzymał. Jeśli biegnie, to zgodnie rytmem wyznaczanym przez naturę, która stara się podporządkować sobie człowieka. Słuchając AATT możemy wyobrazić sobie przestrzeń, w której homo sapiens zmaga się z siłami natury, jednocześnie starając się żyć z nią w zgodzie. Przewodnikami po takiej właśnie bliżej nieokreślonej krainie są właśnie członkowie And Also The Trees.  Muzyka zespołu płynie wąskimi uliczkami, które na przemian toną w mroku i mgle, by za chwilę zostać rozświetlone promieniami słońca. Tak łatwo je dostrzec słuchając nastrojowych dźwięków gitary, melancholijnego głosu Simona Jonesa, wyjątkowego głaszczącego zmysły, idealnie wpasowanego w kompozycje zespołu, klarnetu. Dźwięki to nie tylko niewidzialne fale, lecz bodźce działające na wszystkie ludzkie nas zmysły. Muzyka AATT to miękkość i kolor mchu, barwa kory drzew, piasku, czy leśnych kwiatów. Zapach ziemi przesiąkniętej kroplami deszczu, morskiej fali i obraz walczącego z nią wielorybnika. To srebrzysta tafla wody, której jak w lustrze odbija się niewidzialne miasto, a ktoś stojący na brzegu dostrzega falujący wizerunek swojej własnej twarzy, a może nawet myśli, tych niewypowiedzianych, które stara się ukryć przed innymi. A ponad tym wszystkim, na każdym muzycznym płótnie powlekanym przez farby-dźwięki, mieni się tarcza perłowego księżyca.

 

Substancja, którą nasiąknięta jest każda kompozycja na płycie Mother-of-pearl moon, to swoista mieszanka malarskości, poetyki i melancholii. Mrok przeplata się tu z nadzieją, surowość i chłód z otulającym ciepłem. Mnogość nastrojów gwarantująca intensywność doznań podanych w iście klasycznym, eleganckim, ekscytującym stylu. Zagłębiając się z kompozycje zespołu, dostrzeżemy, że minimalizm poszczególnych utworów jest pozorny, a każdy z nich to roztwór nasycony pięknymi melodiami, wyjątkowym śpiewem i ogromnym ładunkiem emocji. Wszystkie instrumenty w każdej kompozycji, prowadzą ze sobą niekończący się, wciągający dialog, który w połączeniu ze śpiewem Simona Jonesa, przeistacza się w arcyciekawą opowieść, której można słuchać bez końca.

 

To, co fascynuje mnie w muzyce AATT, to konsekwencja tworzenia wyjątkowych, nietuzinkowych kompozycji, wierność wykreowanej przez siebie oryginalnej i rozpoznawalnej stylistyce, tak szczególnie mi bliskiej. Po każde nowe wydawnictwo sięgam z ogromną ciekawością, a jednocześnie bez leku i z przekonaniem że będzie to materiał, który porwie mnie bez reszty. Tak też stało się w przypadku albumu Mother-of-pearl moon. Bracia Jones z zespołem po raz kolejny mnie nie zawiedli, co więcej, jak zawsze  zachwycili.

(pk)

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy wesprzyj naszą stronę KLIKNIJ TU i postaw nam wirtualną kawę.