Magazyn Muzyczny Heart & Soul

And Also The Trees - Devil`s Door - recenzja płyty

<< Wróć do Recenzje

15 marca 2026

Wyd. 27.02.2026

 

And Also The Trees od ponad czterech dekad funkcjonują w bezpiecznej odległości od głównego muzycznego nurtu, budując osobny, hermetyczny, a zarazem niezwykle oryginalny muzyczny język. Ich droga od chłodnego, post-punkowego mroku ku obecnej, niemal kameralnej estetyce, to proces wyjątkowej i niepowtarzalnej artystycznej konsekwencji. Najnowszy album, The Devil’s Door, można potraktować jako domknięcie etapu zapoczątkowanego przez napięty, pełen sprzecznych emocji The Bone Carver (2022) oraz wyciszony, kontemplacyjny Mother-of-Pearl Moon (2024). To płyta, wolna od gwałtownych zwrotów, zatopiona w onirycznej, fascynującej i wciągającej stylistyce.

 

Brzmienie The Devil’s Door opiera się na specyficznej statyce. Zespół operuje wolnymi tempami, czyniąc z szerokiej przestrzeni i pauzy równorzędne elementy kompozycji. Gitary Justina Jonesa – niegdyś kaskadowe i dominujące – pełnią tu funkcję niemal powidokową. To migotliwe, precyzyjne frazy, które bardziej szkicują plastyczny nastrój, niż narzucają wyraźną i sztywną strukturę. Ten akustyczny fundament wzbogacony o barwy klarnetu Colina Ozanne’a oraz skrzypiec Catherine Graindorge. przesuwa ciężar albumu w stronę kameralnej muzyki filmowej, gdzie instrumenty dęte i smyczkowe nie są tłem, lecz aktywnymi uczestnikami dialogu z matowym, ciepłym pulsem sekcji rytmicznej.

 

Wcześniejsze dokonania zespołu, wielokrotnie pełna ostrych konturów, dziś przypominają raczej malarski pejzaż rozmyty mgłą, przełamywany obecnością tajemniczych, nierealnych postaci. Są w obecnych kompozycjach zespołu chwile, gdy instrumenty brzmią tak, jakby wymykały się spod kontroli, sugerując gwałtowność, która jednak nigdy nie przejmuje kontroli, ustępuje łagodności i pozwala konsekwentnie rozwijać budowany przez muzyków nastrój. Widać tu wyraźnie, jak zespół oddalił się od swoich zimnych początków, zamieniając dawną surowość na medytacyjną sekwencję dźwięków zawieszoną poza czasem.

 

Centralnym punktem narracji nadal pozostaje głos Simona Jonesa. Jego baryton, dziś bardziej refleksyjny i wycofany, nadal zachowuje magnetyczną siłę przyciągania. Jones nie tyle śpiewa, co snuje opowieść, balansując na granicy piosenki, literackiej tajemniczej opowieści i raz malarskiej miniatury, raz rozległego pejzażu. Interpretacje Jonesa są oszczędne, pozbawione przesadnej ekspresji, lecz nadal przepełnione fuzją emocji o ogromnej sile przekazu, Hipnotyczne i surowe, a jednocześnie nasycone niezwykłym i poruszającym liryzmem. Ten śpiew, to nie jedynie nośnik słowa. To coś, co staje się integralnym elementem czarującej, rozwijającej się powoli i oplatającej słuchacza melodii.

 

Mimo ogólnego wyciszenia, w tkance albumu stale tętni podskórne napięcie – jakby kolejne fragmenty muzycznej opowieści prowadziły nas w stronę czegoś niepokojącego, co pozostaje ukryte gdzieś blisko, lecz poza zasięgiem ludzkiego wzroku. To miejsce pełne tajemnic i nieznanych doznań, które z każdym przesłuchaniem stają się bliższe, bardziej zrozumiałe, lecz nadal nie do końca poznane i odkryte. To siła płyty, jej magnetyzm - historia, która nigdy się kończy i kusi, by nieustająco otwierać drzwi, zanurzać się w fascynującej przestrzeni, by stać się jej integralnym elementem. Są światy, które istnieją w sennych marzeniach. The Devil’s Door jest takim właśnie miejscem, w którym rodzi się pragnienie, by nigdy się nie obudzić i pozostać w nim na zawsze.

 

Paradoks The Devil’s Door polega na tym, że mimo zmiany środków wyrazu, zespół nie utracił swojej tożsamości. Wciąż obecna jest tu ta sama aura melancholii i tajemnicy, która towarzyszyła grupie od początku ich drogi. Charakterystyczne brzmienie instrumentów, styl gry i niepowtarzalne podejście interpretacyjne. Album nie próbuje konkurować z dokonaniami współczesnych popularnych twórców. Proponuje muzykę skupioną, dojrzałą i w pełni świadomą własnej wagi. To materiał, który najlepiej działa jako nierozerwalna całość – powolny ciąg obrazów, w których zmieniają się barwy, natężenie światła, czy wyimaginowane obrazy miejsc, lecz nie atmosfera. The Devil’s Door to dzieło na pozór łagodne, w którym tkwi jednak ogromna siła, która potrafi uderzyć z niewyobrażalną mocą.

 

W świecie walczącym o uwagę natychmiastowym efektem, And Also The Trees oferują coś diametralnie innego - przestrzeń wymagającą cierpliwości i absolutnego skupienia. Jeśli pozwolimy tej muzyce wybrzmieć w jej własnym tempie, okaże się, że za tytułowymi drzwiami kryje się świat niezwykle sugestywny, który kusi jak ich właściciel. Świat nasycony subtelnym pięknem, łagodnością funkcjonującą w symbiozie z cichym niepokojem, który nie znika z wybrzmieniem ostatniej nuty, lecz zostaje pod skórą na długi czas, jeśli nie na zawsze.

 

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy  KLIKNIJ TU i wesprzyj naszą stronę.

 

Click HERE to support our website.