w konstruowaniu nośnych melodii. Tekst, będący swobodną wariacją na temat folkowego hymnu „If I Had A Hammer”, dopełnia bezpretensjonalny charakter utworu, ukazując lżejsze oblicze artysty.
Prawdziwa muzyczna głębia „The Gift” kryje się jednak w trzech znakomitych utworach instrumentalnych: „Edo”, „The Chieftain” oraz „Antilles”. Zarejestrowane na karaibskiej wyspie Montserrat, w dużej mierze przy użyciu syntezatora Casio CZ-101, ukazują Ure`a jako kompozytora swobodnie i twórczo operującego dźwiękiem. Na szczególną uwagę zasługuje „Edo”, gdzie na pierwszym planie wybrzmiewa koto (tradycyjny japoński instrument strunowy), przywiezione przez Ure'a z japońskiej trasy Ultravox. Co istotne dla końcowego efektu, muzyk celowo zrezygnował z drogi na skróty, jaką byłoby wygenerowanie tego brzmienia z wykorzystaniem Yamahy DX7. Zależało mu na fizycznym kontakcie z instrumentem – chciał uchwycić naturalny szmer palców przesuwających się po strunach, by nadać kompozycji ludzkiego, organicznego charakteru. Koncepcyjny ciężar krążka wspaniale podkreśla z kolei utwór tytułowy, stanowiący hołd dla Charlesa Renniego Mackintosha – wybitnego szkockiego architekta, którego rzemieślniczy perfekcjonizm najwyraźniej silnie rezonował z wrażliwością wokalisty.
W warstwie aranżacyjnej Ure oparł się na sprawdzonych nazwiskach brytyjskiej sceny. Subtelne, oszczędne partie basu dostarczył Mark King z Level 42, w przemyślany sposób porzucając swój niezwykle gęsty styl na rzecz elegancji i muzycznego rygoru. Za rytmikę odpowiadał Mark Brzezicki z Big Country, a wokale wspierające zapewnił Glenn Gregory z Heaven 17.
Obrazu całości dopełnia świetnie przygotowana oprawa wizualna. Ure zaprosił do współpracy osiemdziesięcioletniego George'a Hurrella – legendę hollywoodzkiej fotografii portretowej. Klasyczne ujęcie, wykonane potężnym aparatem na szklane klisze z zachowaniem dawnych technik naświetlania, nadało wydawnictwu przedwojennej szlachetności. Ten tradycyjny, rzemieślniczy portret stanowi wysmakowany kontrast dla nowoczesnej produkcji samego materiału i idealnie podsumowuje „The Gift” – intrygujący debiut artysty, który z powodzeniem połączył intymne formy instrumentalne z wysokiej próby popem.
Jeśli podoba Ci się to, co robimy KLIKNIJ TU i wesprzyj naszą stronę.
Click HERE to support our website.
Rok 1985 był dla Midge'a Ure'a momentem artystycznego usamodzielnienia. Wykorzystując przerwę w działalności macierzystej formacji Ultravox, szkocki muzyk zaszył się w nowo wybudowanym, ogrodowym studiu w londyńskim Chiswick. To, co w pierwotnym zamyśle miało być jedynie niezobowiązującym zbiorem instrumentalnych impresji i technologicznych eksperymentów, pod wpływem wytwórni Chrysalis przeistoczyło się w pełnoprawny, solowy debiut – „The Gift”. Krążek ten to płyta fascynująca, będąca dowodem na to, jak umiejętnie można pogodzić autorskie ambicje z rynkowymi realiami połowy lat osiemdziesiątych.
Najbardziej wyrazistym i komercyjnie najskuteczniejszym punktem projektu okazał się singiel „If I Was”, który jesienią dotarł na sam szczyt brytyjskich list przebojów. Kompozycja, współtworzona z Dannym Mitchellem, stanowi interesujące studium cyfrowego popu tamtej dekady. Ure, obcujący tu z nową generacją sprzętu, zaprezentował brzmienie dalekie od chłodnej elegancji, do której przyzwyczaił słuchaczy Ultravox. Klawiszowe crescendo, choć oparte na innych środkach wyrazu niż surowe zagrywki Billy'ego Currie, imponuje rozmachem i produkcyjną dbałością. Twórca świadomie stawia na cieplejsze, bardziej przystępne aranżacje potwierdzając swój kunszt