To muzyka, która brzmi, jakby została odprawiona w formie starożytnego rytuału, a nie nagrana przy pomocy nowoczesnych studyjnych narzędzi. Krótkie, chropawe miniatury i transowe, niemal pogańskie tańce pokroju „Saltarello” zlewają się tu w jedną, oniryczną całość, w której zaprogramowane rytmy jedynie dyskretnie podbijają puls dawnych bębnów.

Ponad tą akustyczną materią unosi się wokalna dychotomia, która stanowi o absolutnym fenomenie Dead Can Dance. Z jednej strony Lisa Gerrard – zjawisko wykraczające poza klasyczne, akademickie pojmowanie śpiewu. Jej hipnotyczny, trzyoktawowy kontralt, posługujący się intuicyjną, wymykającą się jakiejkolwiek logice glosolalią, działa jak prastara inkantacja. W mrocznym, monumentalnym chórze „The Song of the Sibyl”  głos staje się narzędziem wyroczni, uderzając bezpośrednio w podświadomość i omijając analityczne bariery umysłu. Po drugiej stronie uderza głęboki, melancholijny baryton Brendana Perry, który sprowadza słuchacza na ziemię. W ociekającym egzystencjalnym mrokiem „Black Sun”, prowadzonym miarowym uderzeniem kotłów i złowieszczymi istrumentami dętymi, jego głos przypomina nam o bezwzględności natury i nieuchronności końca. Perry to ziemski ciężar dla eterycznych uniesień Gerrard. W opartym na barokowej poezji Góngory utworze „Fortune Presents Gifts Not According to the Book” cynicznie, acz z ogromną erudycją przypomina, jak ślepy los potrafi drwić z ludzkich pragnień.

 

„Aion” to dzieło całkowicie osobne i na zawsze odporne na rdzę czasu. To bolesne, filozoficzne epitafium dla świata, w którym duchowość i prostota zostały pożarte przez racjonalizm. Dead Can Dance nagrali muzykę, która każe nam tęsknić za miejscami, nastrojami i epokami, których przecież nigdy nie dane nam było doświadczyć. Zatrzymali czas, pozwalając nam na niecałe czterdzieści minut wejść do tej samej szklanej bańki, w której sami się ukryli.

 

 

 

Jeśli podoba Ci się to, co robimy  KLIKNIJ TU i wesprzyj naszą stronę.

 

Click HERE to support our website.

 

 

Magazyn Muzyczny Heart & Soul

36 lat albumu „Aion” zespołu Dead Can Dance

<< Wróć do Aktualności

11 czerwca 2026

Gdy świat u progu lat dziewięćdziesiątych z zachłanną fascynacją przyspieszał w stronę cyfrowej, sterylnej przyszłości, Brendan Perry i Lisa Gerrard wykonali najpiękniejszy z możliwych kroków wstecz. Zamknęli się w surowych, kamiennych murach irlandzkiego Quivvy Church, by stworzyć „Aion” – dzieło, które jest zarazem eskapistycznym azylem, jak i rozpaczliwym poszukiwaniem utraconego sacrum. To płyta, na której nie usłyszymy zbioru piosenek ułożonych z rzemieślniczą precyzją. To hermetyczny, alchemiczny wehikuł czasu, niemal fizycznie namacalny, dokładnie taki, jak fragment dzieła Hieronima Boscha na okładce albumu. Perry i Gerrard schowali się w tej przezroczystej sferze, odcinając od pędzącej cywilizacji, która – jak gorzko zauważyła Lisa – zajęta była taśmową produkcją emocjonalnych robotów i wypieraniem wewnętrznej duchowości.

 

W zaledwie trzydziestu sześciu minutach nie uświadczymy syntetycznego chłodu, który dekadę wcześniej dominował w muzyce alternatywnej. Zespół sięga głęboko w średniowiecze i wczesny renesans, wskrzeszając zakurzone, potężne instrumentarium. Dźwięki liry korbowej, wibrujące, archaiczne viole i przenikliwe dudy tworzą gęstą, niepokojącą tkankę, tętniącą życiem minionych wieków.